Odeszłam, by powrócić. Powróciłam, żeby zmieniać.
Przerwa jest czasem bardzo potrzebna...
I ja na moment odeszłam, wyjechałam... A biurko przysypane porzuconymi narzędziami zostało samiutkie w cichym mieszkaniu. Czekało aż znowu wlejemy życie w martwą przestrzeń. Długie dni pozostawałam w nowym miejscu, innym, dla mnie niecodziennym. Odeszłam, by powrócić i spojrzeć na własny dom innymi oczyma. Lubię wyjazdy za samą istotę zmiany , odskoczni od własnej codzienności.
Gdy zalewa nas rzeczywistość - znudzona, uciążliwa, męcząca rzeczywistość, uciekamy w tę, która o nas zadba i otuli nowymi czynnościami - odmiennymi, świeżymi, pożądanymi. Warto odzwyczaić się od własnego domu, kompletnie oddalić go od siebie. Po powrocie świeżym spojrzeniem go obdarzyć i dostrzec to, co niezauważalne w pędzie życia. Z niespodziewanym impetem wkroczyć znów we własną codzienność - niby starą, a jednak odświeżoną. Bo to my jesteśmy nieco odmienni, z nowym spojrzeniem, gorącym zapałem, łakniemy zmian, zmian na lepsze. One nową energię do działania przynoszą, zapał rozpalają i chęci rozbudzają. Jest lepiej. Z powrotem we własnym życiu możemy się rozgościć i cieszyć się obecnością bliskich.
Nowe prace wkrótce się pojawią, a na ten moment zostawiam was z moim ulubionym zestawem kolorów. czekajcie na nowego posta jutro wieczorem. Piona!
